Tematyka organizacji czasu jest teraz bardzo popularna, więc postanowiłam i ja dorzucić co nieco od siebie. Na rynku mamy całe mnóstwo rodzajów kalendarzy do wyboru: możemy przebierać, w okładkach, układach stron, formatach oraz materiałach, które wykańczają kalendarz. W zeszłym roku, dostałam w prezencie Happy Planner, który służył mi jedynie przez kilka pierwszych miesięcy. Jego format, materiał, który bardzo się brudzi, oraz zawartość, kompletnie nie odpowiadają temu, co jest mi potrzebne w kalendarzu. Poza tym, jest bardzo ciężki, więc najczęściej, zamiast nosić go w torebce, zostawał w domu, chowany na dno szuflady. W tym roku postanowiłam nie wygłupiać się z kupnem notesu za kilkadziesiąt złotych ( a miałam to w planie! już nawet wiedziałam co zamówię, na szczęście tego nie zrobiłam ) i kupić taki, który będzie przede wszystkim lekki oraz możliwy do zmodyfikowania, w pewien sposób. W Biedronce za 10 zł kupiłam piękny kalendarz w paski o wygodnym formacie B5 i praktycznej śliskiej okładce, do której nie będą lgnąć paprochy. Jest bardzo lekki i mamy widok na cały tydzień, który znacznie usprawnia organizację. Wystarczyło dokupić do niego kilka drobiazgów, aby mógł posłużyć mi w 100% przez resztę roku.
